Pięć bloków – czyli ile?

Kto pyta nie błądzi?      

blokZapadała noc, więc postanowiłem obrać azymut na miejsce mojego noclegu. Miałem adres, ale kompletnie nie orientowałem się w topografii miasta. Najprostszym rozwiązaniem byłoby wzięcie taksówki, jednak mając zakodowane w głowie, że taksówki są bardzo drogie, postanowiłem skorzystać z metra. Sturlałem więc po schodach bagaż i zatrzymałem się przy maszynie z biletami. Jak tu się kupuje te bilety? Zaraz zobaczę jak robią to inni. Kucnąłem, że niby sobie buta zawiązuję i tak obserwuję, co inni tam majstrują. Po chwili, z biletem w ręku i uśmiechem na twarzy, przekroczyłem małą bramkę i dostałem się na platformę, gdzie miałem czekać na pociąg. Czekam tak jakąś chwilę. Podjeżdża pociąg, tyle że póki co, ten jadący w przeciwnym kierunku. Daje mi to do myślenia, czy aby na pewno jestem po dobrej stronie. Aby to sprawdzić pytam stojącego obok człowieka, pokazując mu mój docelowy adres. Ten się jakoś tak rozgadał, a przy tym dużo gestykulował, że ja ni w ząb go nie zrozumiałem, ale widzę, że on ciągle pokazuje jeden kierunek, a ściślej mówiąc ten z którego niedawno przyszedłem. Niby że wszystko zrozumiałem – uśmiechnąłem się do niego dziękując za jakże cenne wskazówki, po czym poszedłem w stronę maszyny, w której kilka minut wcześniej kupowałem bilet. A gdzie teraz? – myślę sobie, rozglądając się w każdym kierunku. Po chwili pytam kobietę w kasie, jak dostać się na ten oto adres, pokazując jej moja kartkę z bazgrołami. Pani wzięła plan metra do ręki i tłumaczy mi, że żaden z pociągów odjeżdżających z platform tuż za mną mnie tam nie zawiezie, ale zrobią to pociągi innej linii, do której muszę pójść tędy. Tłumaczyła mi spokojnie, pokazując równocześnie kierunek w którym powinienem się udać. Zanim jednak odszedłem pani dała mi moją karteluszkę, na której napisała nazwę stacji, na której powinienem wysiąść. Podziękowałem, zarzuciłem torbę na ramię i ruszyłem ku nowej stacji. Niedługo później wysiadałem już na moim docelowym przystanku, skąd do hostelu, jak mnie poinformował młody Amerykanin, było już bardzo blisko, bo tylko jakieś pięć bloków. A niech to będzie nawet pięć wieżowców – myślę sobie obliczając, że za dziesięć minut będę brał prysznic. Wyjeżdżam na powierzchnię zastanawiając się, czy aby na pewno dobrze wyszedłem, bo wcześniej zauważyłem jeszcze inne wyjście.

new york skyline nightJak tu ciemno – myślę, szukając tych bloków czy też wieżowców. Rozglądam się w każdym kierunku, ale wszystko co widzę, to coś, co raczej przypomina trzypiętrowe kamienice. Intuicyjnie idę najpierw w prawo, lecz pomimo wnikliwych poszukiwań, minąwszy ósmy blok, nie dotarłem do hostelu i zwątpiłem w swoją intuicję. To może w lewo spróbuję? – pomyślałem, ale i tam po mym hostelu ni widu, ni słychu. Zacząłem wątpić w swoją wrodzoną orientację w terenie, co skłoniło mnie do kolejnej rozmowy z przechodniem. Wywijając mu mapą przed oczyma zapytałem o zakreślony kółeczkiem adres, mając nadzieję, że wskaże mi zupełnie inną trasę, co by oznaczało koniec moich wątpliwie przyjemnych wędrówek po nowojorskim przedmieściu. Cóż, nic bardziej mylnego, gdyż i on był święcie przekonany, że cel moich poszukiwań jest nie dalej niż w promieniu pięciu bloków. Siadam, więc skonsternowany na plecaku w oczekiwaniu na cud, a przynajmniej na cudny pomysł. Eureka! Podjadę taksówką! Po kilkunastominutowym żmudnym wypatrywaniu żółtej taryfy, bez wahania stwierdzam na głos:

– Co za zadupie!

web-right-way-arrowsNie pozostało mi więc nic innego, jak skonfrontować moje topograficzne doświadczenia z kolejnym mieszkańcem tej zapyziałej dzielnicy. Jakby się zmówili, bo i ten uparcie powtarzał: „…five blocks, five blocks…”, niczym przygłuchawa wieśniaczka z kultowego polskiego filmu „Kogel Mogel”, tłumacząca drogę słowami: „Grabowo, Grabowo!”. Korzystając z okazji, że zmierzał we wskazanym kierunku, chciałem mu udowodnić, że się myli. Gdy tak idąc liczyłem mu kolejno mijane bloki zauważyłem, że gość zaraz wybuchnie śmiechem. Z pewnością nie wiedział, jaki byłem zmęczony i że miałem szczerą chęć przywalić mu plecakiem. Rozmówca jednak cierpliwie wytłumaczył mi w czym tkwi problem. Otóż amerykańskie bloki różnią się od polskich. U nich jeden blok równa się jednej przecznicy, podczas gdy u nas oznacza on jeden budynek. Chciało mi się śmiać i płakać, bo do hostelu zostało mi cztery i pół przecznicy, czyli nie lada spacerek, a moja torba podróżna to stary model, który kółeczek nigdy nie widział. Długo po tym, jak dzień powiedział dobranoc, dotarłem do upragnionej noclegowni i jedyne o czym marzyłem to prysznic, po którym usnąłem jak dziecko.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s