Witamy w Juneau

Witamy w Juneau

welcome to alaskaTuż po dwunastej miałem samolot do Juneau, z przesiadką w Seattle. W sumie leciałem jakieś osiem godzin, czyli byłem na miejscu przed godziną siedemnastą, a to dlatego, iż przekraczając kolejne strefy czasowe należało odjąć cztery godziny. Jeszcze przed opuszczeniem lotniska w Juneau poczułem, że jestem na Alasce, a to za sprawą znajdującego się na nim mini muzeum, gdzie zobaczyć można m.in. wypchane postacie Eskimosów, niedźwiedzie i inne futrzaki.

Po odebraniu swoich tobołków ruszyłem na zewnątrz, gdzie miałem nadzieję znaleźć jakiś środek transportu lądowego, który zabrałby mnie do znajdującego się po drugiej stronie miasta portu, skąd odpływał prom do Skagway – mojego docelowego miasteczka. Okazało się, że autobus jest, ale dopiero co odjechał, zaś kolejny będzie za minut pięćdziesiąt i jadąc nim nie zdążę na prom, który odpływał o godzinie osiemnastej. Nie wiedzieć też czemu nie było widać taksówek, a żeby iść na nogach, to też za daleko, bo jakieś osiem mil czyli dobrze ponad dziesięć kilometrów. Może jest jakiś samolot – natchnęła mnie nowa myśl, po czym szybko wróciłem do terminalu. Zerkam na rozkład i okazuje się, że tego dnia są jeszcze dwa samoloty do Skagway. Pytam o cenę biletu no i w porównaniu do ceny promu w wysokości trzydziestu dolarów samolot to wydatek o pięćdziesiąt dolarów większy. Nie tanio – myślę sobie, szczególnie, że wszystkiego co miałem, to było niespełna trzysta dolarów, a przecież nie wiadomo kiedy jakaś pierwsza wypłata będzie. Z drugiej strony raczej nie miałem wyjścia, bo na prom z pewnością nie zdążę, a kolejny jest jutro w południe. Postanowiłem lecieć samolotem, a tam, w Skagway, będę się martwił, jak przeżyć do pierwszej wypłaty. Podchodzę do stanowiska z biletami, wyciągam pieniądze, odliczam należytą kwotę i mówię, że chcę jeden bilecik na ten pierwszy lot. Pani dziwnie na mnie patrzy, coś przy tym mówiąc, ale biletu mi nie daje. Może mnie nie zrozumiała lub pyta się, o który mi lot chodzi, więc na wszelki wypadek dodaję, że chodzi mi o ten o 18:15. Pani znów mi coś tam tłumaczy, ale wszystko, co jestem w stanie zrozumieć, to jej kiwanie głową raz w lewo, raz w prawo. Nie daję za wygraną i szybko pytam o ten drugi lot, o 20:15, ale orientuję się, że gest wykonywany jej głową pozostaje taki sam i z pewnością nie działa na moją korzyść. Zanim jednak odchodzę, pani od biletów sama zaczyna zadawać mi jakieś pytania, czy nie zechciałbym biletu, ale na jutrzejszy lot. A ja że nie, dziękuję i kieruję się znów na zewnątrz, gdzie mam nadzieję zobaczyć jakikolwiek pojazd z napisem „Do portu”. Na zewnątrz jednak pustki.

AlaskaFerry– Za niespełna godzinkę mam ostatni prom i muszę na niego zdążyć – mruczę sobie pod nosem. – Ale jak? Jak? Jak??? – Na co sobie szybko odpowiadam – No jak to jak? Na stopa!

Chwilę później stałem już na poboczu jednej z ulic z bananikiem na twarzy i kciukiem skierowanym ku niebu. Kilku pierwszych kierowców przejeżdżając odwzajemniło moje gesty, co wskazywało na to, że przynajmniej mnie zauważali. Ale mi zależało na czymś więcej. Na szczęście kierowcy nie dali się długo prosić, bo już po jakichś piętnastu minutach siedziałem wygodnie w pojeździe typu mini van, wraz z przesympatycznym amerykańskim małżeństwem. Podwieźli mnie pod samiutki prom, za co byłem im niezwykle wdzięczny, gdyż dzięki nim zdążyłem na rejs. Ale zanim się rozstaliśmy – to było śmiesznie – zacząłem im się kłaniać i po stokroć dziękować za podwózkę, na co oni za każdym razem odpowiadali: „Welcome!”, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „Witamy!”. Ale oni są sympatyczni, że tak mnie witają – pomyślałem idąc już w stronę promu. Niby łatwo zauważyć, że ja nietutejszy i może dlatego tak mówili, bym się tu, na Alasce, miło poczuł. W Nowym Jorku nikt mnie tak nie witał – pomyślałem. – To musi być coś w tych tutejszych ludziach z Alaski, że oni pewnie są jacyś milsi – kontynuowałem monolog w swej głowie. Później często opowiadałem o tym wydarzeniu swym znajomym, jak to mnie witali ludzie na alaskańskiej ziemi mówiąc ‘Welcome!’. Pewnego razu kolega Kris zapytał mnie o szczegóły i gdy powiedziałem, jak było, to Kris zaczął się śmiać. Zastanawiając się o co mu chodzi, pytam:

– Kris, coś ci się przypomniało, że tak się zacząłeś śmiać? – a on na to, że to nieporozumienie, bo źle ich zrozumiałem.

I teraz Krisa, śmiejącego się i próbującego coś w przerwach od śmiechu mówić, by znów zamienić to w głośny rechot, w ogóle nie rozumiałem. W końcu mój rozbawiony rozmówca uspokoił się i można było dalej toczyć naszą konwersację, jednak na pytanie czemu się tak przed chwilą śmiał, on znów, jak zaprogramowany, wpadł w stan śmiechowy.

– Masz u mnie piwo! – wykrzyknął w końcu dodając, że nawet by nie pomyślał, żeby ktoś mógł w ten sposób to zrozumieć.

– Co zrozumieć? – próbowałem się dowiedzieć, na co Kris w końcu wyjaśnił powód swojego dobrego nastroju.

– Słuchaj – zaczął Kris. – To całe twoje ‘welcome’, które ci ludzie wtedy mówili, to ma inne znaczenie.

– To znaczy? – zapytałem.

– No więc w języku angielskim jest wiele podobnych słów czy fraz, które mają kompletnie różne znaczenie i tak właśnie jest w przypadku tego twojego ‘welcome’.

– To jakie jest to właściwe znaczenie? – szybko zapytałem.

– No więc jest tak. Samo ‘welcome’ znaczy witaj/witamy, np. w naszym kraju – tak jak ty to zrozumiałeś. Natomiast fraza ‘You’re Welcome’, bardzo podobna w wymowie do samego ‘welcome’, ma kompletnie inne znaczenie, a mianowicie jest odpowiedzią na ‘dziękuję’ – po polsku znaczyłoby to ‘proszę’ – zakończył swą wypowiedź Kris, po czym zaczęliśmy się obaj śmiać i długo nie mogliśmy przestać. A ja nauczyłem się przy okazji nowej angielskiej frazy.

Od tamtej pory jakoś często słyszałem ludzi używających frazy ’You’re Welcome’, czy to w barze, kawiarni, sklepie czy na ulicy i gdyby nie sprostowanie Krisa, to nadal bym myślał, że się wzajemnie witają.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s