Wstęp

WSTĘP

Pay_Phone

– Halo? Tomek? – powiedziałem do słuchawki.
Tomek był współlokatorem Filipa i w czasie jego nieobecności zarządzał mieszkaniem. Filip dał mi numer do Tomka, ustaliwszy z nim wcześniej kwestię mojego pobytu.
– Cześć Tomek, tu Karol! Jestem już w Chicago! Na lotnisku.
– Gdzie jesteś? – usłyszałem przytłumiony głos w słuchawce.
– Na lotnisku! Jak się mają sprawy? – szybko zapytałem.
– Zależy jakie sprawy – odpowiedział Tomek sugerując, bym zadzwonił do niego za kwadrans, bo jest w tej chwili zajęty. Nie wiedzieć czemu wyczuwałem, że coś jest nie tak. Po krótkiej przerwie zadzwoniłem ponownie.
– Masz coś do pisania? – zapytał głos w słuchawce.
– Mam, a co? Nie możesz po mnie wyjechać? Mam dojechać sam? – zasypałem go pytaniami.
– Nie, nie – odpowiedział dodając, że poda mi numer do Artura. – Może Artur będzie w stanie ci… – Tomek nagle przerwał. – Słuchaj, sprawa przedstawia się następująco… Jakby ci to powiedzieć? – mamrotał.
– Wal prosto z mostu – mówię mu myśląc, że przecież w najgorszym wypadku mogę podjechać sam albo poczekać dłużej na lotnisku.
– Słuchaj – kontynuował Tomek. – mamy mały problem. Ty już jesteś w Chicago?
– No nie da się ukryć – przytaknąłem.
– A my tu właśnie mamy na mieszkaniu taką dosyć niespotykaną sytuację. Obecnie są u nas dwie osoby, stare znajome. Niedawno przyleciały i okazało się, że zostaną na dłużej. Tak więc, innymi słowy, nie bardzo miałbyś gdzie spać. Ale jak byś przyjechał dwa tygodnie wcześniej lub później, to wszystko pasowałoby idealnie. Mamy materace, no i tych dwóch osób też by nie było, więc spokojnie byśmy się pomieścili – jednym tchem wyrecytował Tomek, a mnie to jakoś dziwnie zapowietrzyło. – Podam ci więc numer do Artura; może on będzie w stanie ci pomóc.
Zaraz po tym, jak go zanotowałem, Tomek odłożył słuchawkę. Pomimo rozczarowania i fizycznego roztrzęsienia, nie chcąc tkwić w niepewności ani chwili dłużej, postanowiłem bezzwłocznie zadzwonić do Artura. Nasza rozmowa była krótka, a jej skutek jeszcze bardziej pogrążył mnie w bezradności. A miało być tak pięknie – pomyślałem. Miałem spędzić swoje pierwsze dwa tygodnie w gronie osób, które zadeklarowały pomoc w znalezieniu pracy, szkoły, wyrobieniu dowodu osobistego i prawa jazdy. Doskonale też znali Chicago, co miało mi bardzo pomóc w szybkim zaaklimatyzowaniu. I tak mój bajecznie wyglądający początek pobytu w Chicago w przeciągu kilku minut stał się, delikatnie mówiąc, do bani. Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że nie opłaca się zbytnio niczego planować, bo plany, z reguły, nie wypalają, więc zdecydowanie lepiej jest działać spontanicznie. Jednak w momencie, gdy mój plan nagle runął w gruzach, nie bardzo miałem ochotę na jakiekolwiek, a zwłaszcza spontaniczne działanie. Ale czy miałem jakieś inne wyjście? Otóż miałem, nawet kilka.
Ale zanim o nich opowiem, wróćmy do samego początku, bo przed wylądowaniem w Chicago, odwiedziłem jeszcze Nowy Jork, Alaskę i Kanadę, w których sporo się wydarzyło. Obym jednak za dużo na wstępie nie zdradził, zacznijmy chronologicznie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s