Darmowy e-Book anyone?

Nie rozumiem fenomenu Newslettera, Calling Centers, naganiaczy od Philipiaka czy innego tam Zeptera. A propos Newsletera, zastanawiam się czy pojawiający się on na wielu stronach i blogach jest czymś pozytywnym czy raczej negatywnym? Zastanawialiście się kiedyś jaki jest cel dopisania się do Newslettera? Czy faktycznie chodzi o to aby być na bieżąco z danym blogiem? Za dopisanie się do Newslettera blogerzy często dają coś w zamian, np. e-Booka. Często jest chyba dokładnie na odwrót, czyli: Dopisz się a ja Ci dam za to e-Booka; lub: Hej, tu jest dla Ciebie darmowy e-Book! Ściągnij go sobie! Ale…zanim to zrobisz, musisz się dopisać do Newslettera, ot taki malutki warunek. To tak jak na spotkaniu u Philipiaka mówią: Masz tu trzy super teflonowe i całkowicie darmowe patelnie! Ale… zanim je schowasz do torby, zapłać za czwartą.  Czy faktycznie otrzymujemy coś za darmo? Czy może ktoś nas robi, mniej lub bardziej świadomie, w bambuko? Niedawno wpadłem na ciekawego bloga, którego autor rozdawał swojego e-Booka bez żadnych warunków. Jedynie zasugerował, że jeśli książka się spodoba, można mu postawić w zamian e-Piwo, dokonując przelewu. W pełni dobrowolnie.

Idąc tym tropem, postanowiłem podzielić się swoim e-Bookiem, który można ściągnąć poniżej – zupełnie za free i bez żadnych warunków. Nie musisz ani stawiać e-Piwa ani wspominać, że ściągnąłeś/-aś książkę. Jedyne co możesz zrobić, jeśli Gość w Chicago Ci się spodobał, to ewentualnie podać go dalej (a jeśli się nie spodobał, napisz dlaczego). Bo jedyne na czym mi zależy to to, żeby e-Book trafił do jak największej liczby czytelników, a jego treść inspirowała do działania i pozytywnego myślenia.

Pobierz e-Booka tutaj

Czytaj dalej

Reklamy

Poziomka czy winogrono – oto jest pytanie

pick oneW książce o tym samym tytule, Joanna Rubin zadaje mnóstwo ciekawych pytań z dziedziny ‘jak żyć- jak spełniać marzenia-jak być szczęśliwym-jak osiągać cele-jak myśleć o tym co nam się w życiu przytrafia’.

Pytań jest o wiele więcej. Czytelnik może natrafić np. na takie:

Czy warto być artystą? Skąd czerpać motywację? Czy warto słuchać innych? Jakimi ludźmi powinniśmy się otaczać? Jak to jest, że jedni spełniają swe marzenia a inni jedynie marzą? Jak wydostać się (i czy warto) ze swojej komfortowej bańki mydlanej? Na kogo można liczyć? Egoizm, jednostka a może kolektyw? Jak (i za co) być wdzięcznym? Czy jest (jedna) recepta (na sukces) dla wszystkich?

Co ważne – w książce, obok powyższych pytań, znajdziemy (lub nie) wiele inspirujących odpowiedzi.

Moje wrażenie? Pozytywne! Poziomkę czytało się (za)szybko i (za)szybko się skończyło. Ale to co dobre zawsze szybko się kończy..

Wydaje mi się, że trochę mi tu i ówdzie umknęło, bo pomimo, że wiele spraw, których autorka dotyka jest mi znanych, to myślę, że po kolejnym przeczytaniu wiele więcej by mi się w głowie rozjaśniło.. Tak to już jest, że te ważne życiowe prawdy są zazwyczaj banalnie proste. My się jednak doszukujemy zazwyczaj skomplikowanych rzeczy a te proste i ważne często umykają..

Tak czy inaczej, muszę powiedzieć, że ani razu się nie zaciąłem, nie miałem momentu, w którym musiałbym wracać do poprzedniej strony czy zdania by skojarzyć o co chodzi.. Wszystko szło jak po maśle a zarazem niosło jakże głęboki przekaz. Np. temat schizofrenii. Wiele osób na samo słowo ‘schizofrenia’ ma zawroty. Jednak okazuje się, że to się da (wy)leczyć i nie taki diabeł straszny..

poziomka-czy-winogrono-joanna-rubinKomu polecam Poziomkę czy winogrono? Każdemu. Dosłownie, bo każdy coś w niej znajdzie dla siebie. Nie wiem czy będzie tym inspiracja, motywacja czy wyczulenie na piękno sztuki czy życia.. Ale wiem, że warto po Poziomkę sięgnąć, by się przekonać jak na nas zadziała..

PS. A kim jest sama autorka Poziomki, Joanna Rubin? Jest osobą ciekawą ludzi i świata, a więc dużo pyta. Pyta zarówno w swej książce jak i też na kawie. Kogo i o co pyta? Idźcie na ‚na kawie’ i sprawdźcie.

Biznes ci ucieka – książka Marcina Osmana

biznes-ci-ucieka-a,pd,494526Mieliście kiedyś pomysł, który chcieliście wdrożyć w życie ale z niewyjaśnionych powodów tego nie zrobiliście? Mógł być to pomysł na biznes, patent, lub nieco bardziej przyziemnie – poderwanie dziewczyny (chłopaka). Jednak, zanim zrobiliście krok – znalazł się ktoś szybszy od was i wdrożył wasz pomysł w życie.

Czyż nie było to frustrujące, zobaczyć swój pomysł w wykonaniu kogoś innego?

Co więc możemy zrobić, aby to się nie powtórzyło i do WAS należało ostatnie zdanie? Od czego zacząć?

frag1Wielu zaczyna od przeczytania książki. Ale jakiej? Na pewno ciekawej, nie za długiej i praktycznej! Taką książką może być ‘Biznes ci ucieka’ autorstwa Marcina Osmana.

Marcin Osman jest m.in. ekspertem w dziedzinie szybkiego reagowania na problemy i efektywnego działania celem ich rozwiązania. Pokazuje, co zrobić abyśmy to MY byli krok przed ‘konkurencją’. Strategie Marcina wydają się być banalnie proste i zrozumiałe, jednak mogą być trudne do wdrożenia jeśli się nie skupiamy na tym co ważne lub zbytnio komplikujemy.

frag2Tak więc, pierwsza rada Marcina to – NIE KOMPLIKUJ! Druga – Działaj (błyskawicznie)!

No dobra, ale my czasem nie wiemy, jak działać, co dokładnie robić, w jakim kierunku się poruszać. Kolejna rada Marcina – rób cokolwiek, a coś się wydarzy. Może nie to, czego oczekiwałeś, ale w zamian coś niezwykłego, co w ciekawszy i bardziej inspirujący sposób przybliży Cię do celu.

Jeśli nie wykonamy żadnego kroku – prawdopodobieństwo tego, że coś się wydarzy i zmieni w naszym życiu jest równa zeru!frag3

Wstawaj więc już teraz i rób! Cokolwiek! A rezultaty same się pojawią.

Może się zdarzyć, że przed działaniem będzie nas powstrzymywać ilość rzeczy i ciężarów, które dźwigamy na swych barkach. Marcin nazywa to plecakiem. Jeśli znajdzie się w nim zbyt dużo zbędnych rzeczy – należy usunąć niepotrzebne stare graty, znajomości, świecidełka i pamiątki!frag4

Zrób to, a przekonasz się, że z lżejszym plecakiem o wiele łatwiej jest wejść na wyższe szczyty.

Filozofia ‘lekkiego plecaka’ rozpoczyna ‘Biznes ci ucieka’ – może dlatego tak lekko czyta się tę książkę.

Autor wspomina również o ważności tzw. ‘Przypadkowych Nauczycieli’. Mogą frag5nimi być ludzie, których codziennie mijamy na drodze, marokańscy sprzedawcy podczas urlopu, lub spotkani na obczyźnie polscy turyści. Ważne jest aby zwrócić na nich uwagę, obserwować, słuchać,            analizować ich zachowania i wyciągać wnioski, nauki.

Więcej nie zdradzę. Resztę znajdziecie zaglądając na stronę biznesciucieka.pl lub bezpośrednio do książki.

I na koniec jeszcze jedno do zapamiętania:frag6

Gorąco polecam,

Karol Stefański

Łatwo jest „być w zmianie” ale czy łatwo w nią wejść?

heraklitZgadzam się z powiedzeniem, że ‘jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana’ (Heraklit z Efezu). Każdego dnia (a nawet nocy) świadomie lub nieświadomie przechodzimy przez wiele zmian. Czasem jednak nasza świadomość wszystko nieco nam komplikuje gdy zauważa na swej drodze potencjalną zmianę. Podpowiada, byśmy dokładnie całość przeanalizowali i odpowiedzieli sobie na jakże ważne pytanie – Czy ja mam wystarczająco umiejętności aby ‘wejść w tę zmianę?

Nic bardziej błędnego! Powyższe pytanie (w większości przypadków) nas zastopuje przed podjęciem kroków ku zmianie. Bo przecież nie znam wystarczająco języka, bo nie mam skończonych dwóch kierunków czy nie potrafię negocjować.. Znacie to skądś? Lub powiedzenie – Musiałbym być szalony, żeby… Czasami jednak trzeba być szalonym.

Ostatnio rozmawiałem ze znajomym o mojej 6-letniej, pełnej zmian tułaczce po Stanach Zjednoczonych. Opowiadałem jak to wielokrotnie i regularnie zmieniałem pracę, otoczenie, mieszkanie, nawyki czy zainteresowania. Jak z dnia na dzień, nie znając języka angielskiego, zostałem pomocnikiem kelnera w samym centrum ‘gastronomicznego’ Chicago, gdzie musiałem radzić sobie z podstawowymi problemami komunikacyjnymi jak i zawodowymi.

Gdy niespełna rok później zostałem (znów z dnia na dzień i bez żadnego przygotowania) pracownikiem ogromnego sklepu z podłogami, doznałem kolejnego szoku. W pierwszym dniu szkolenia dano mi taką dawkę informacji na temat rodzajów drewna, lakierów czy bejc (po angielsku oczywiście), że nie byłem w stanie tego w żaden sposób ogarnąć. Aby urozmaicić mi kolejny dzień, inch in cmwłaściciele sklepu zaczęli do mnie coś mówić o stopach, łokciach i innych częściach cała. Nie była to bynajmniej lekcja anatomii a omówienie amerykańskiego systemu miar. Patrzyłem więc na mojego ‘nauczyciela’, który pokazał mi ze dwadzieścia różnych deseczek mówiąc, że ta to jest 3/4 a tamta 5/8. Że to jest brazylijska wiśnia a to amerykańska czereśnia. Że to jest miękkie drewno a to twarde. Że to przyjmuje bejce a to nie. Jedyne co wtedy potrafiłem rozpoznać to to, że jedno było drewnem solidnym a drugie tzw. panelem, czyli składające się z kilku warstw i tym samym mniej wytrzymałym. Cała reszta wychodząca z ust szkoleniowca była dla mnie niezrozumiałym bełkotem. Byłem jednak na tyle dzielny (i zainteresowany tematem), że trzeciego dnia, z uśmiechem na twarzy, wróciłem na kolejne wykłady i prezentacje. Mój przełożony zauważył, że nadmiar informacji w krótkim czasie mi nie służy, toteż zaproponował bym po prostu obserwował i przysłuchiwał się każdej jego ‘transakcji’ z klientem. Tak też uczyniłem. Powoli zacząłem dostrzegać powtarzające się schematy, jak np. że większość klientów wybierała niewykończony dąb czerwony o grubości deski 3/4 cala i szerokości 2 i 1/4 . Potem doszły szersze i te z innego drewna. Następnie bejca, lakiery, progi, papiery ścierne, uszczelniacze i cały arsenał innych ‘gadżetów’ podłogowych. Po kilku miesiącach czułem się jak ryba w wodzie zarówno ‘na sklepie’ jak i na magazynie. Do tego wszystkiego dochodziła jeszcze obsługa programów komputerowych do sprzedaży, obsługa płatności nie tyle gotówką co czekami i kartami kredytowymi, czy na wewnętrzny kredyt, co też było dla mnie nowością. Oby tego było mało, czeki należało sprawdzać telefonicznie z instytucjami windykacyjnymi. A przy tym wszystkim jeszcze na okrągło dzwonił telefon sam w sobie.

W sklepie z podłogami nabyłem wiedzy nie tylko z dziedziny drewna ale również obsługi klienta i wielofunkcyjności (część mnie była za ladą, część w magazynie, część ładowała lub rozładowywała ciężarówkę, część robiła dowózkę, inna część latała z mopem, jeszcze inna odrabiała szkolne zadanie domowe i odbierała pięć telefonów na raz).

Ballet shoesGdy tak opowiadałem o powyższych, jak i wielu innych przykładach (zamieszkanie z Kolumbijczykami, podróż na Alaskę, studia w szkole baletowej czy nauka hiszpańskiego po angielsku w koledżu), mój znajomy zapytał jaki miałem przepis na wdrażanie tych wszystkich zmian. I tu nastąpiło lekkie zaskoczenie, tudzież może nawet rozczarowanie mojego rozmówcy, który chyba spodziewał się bardziej skomplikowanego przepisu. A mój przepis był (i jest) bardzo prosty, wręcz banalny (ale taki chyba powinien być?). Ja się w tych wszystkich sytuacjach znalazłem (czasem ze swojej woli a czasem zostałem popchnięty przez innych) , co ważne – bez wcześniejszego zastanawiania czy podołam czy nie (choć chyba podświadomie wiedziałem, że dam radę). A jak już byłem na głębokiej wodzie (tkwiłem w zmianie) to robiłem wszystko by (wy)pływać jak najdalej od brzegu.

Teraz jak patrzę na to z perspektywy czasu, to wydaje mi się, że jakbym przed każdą zmianą kalkulował czy dam radę i czy w ogóle mam wystarczające umiejętności by ‘wypłynąć na głębokie morze’, jestem pewien, że bym nawet nie spróbował, nie ‘wszedł w zmianę’. Bo przecież nie miałem nawet podstawowych umiejętności i wiedzy z dziedzin, w które wchodziłem.

Postępowałem chyba trochę jak dziecko, które nie ma hamującego go bagażu złych doświadczeń (porażek). Ale tak właśnie należy postępować. W innym wypadku jest wielce prawdopodobne, że w kalkulacjach i analizie ‘za’ i ‘przeciw’, znajdziemy więcej tych drugich.

Tak więc zachęcam wszystkich do spalenia swoich statków przed wejściem na wyspę, którą chcecie zdobyć. Zachęcam do wiary w siebie i w to, że jesteśmy w stanie nauczyć się takich rzeczy, o których nam się nawet nie śniło.. Do dzieła!

burn the boats

Pomówmy o kompleksach – czy je mamy i czy ich posiadanie jest zawsze złe?

Jak byłem w podstawówce miałem odstające uszy (tzn. dziś też mam), które mnie, jak wtedy myślałem, bardzo oszpecały. Oszpecały na tyle, że chciałem je zoperować!  Jako że nie natrafiłem na chirurga plastycznego, sam przyklejałem je plastrem lub taśmą klejącą do tylej części głowy.. by nie odstawały..

Łukasz Jakubiak miał zbyt duży nos.. i też chciał zoperować.. Dziś już nie chce..

A Ty miałeś jakiś kompleks w młodości (lub w teraźniejszości)? Jak bardzo Ci przeszkadzał/przeszkadza? Czy zoperowanie go to jedyna droga by się kompleksy zniknęły?

Jakkolwiek myślisz – na pewno będziesz myślał inaczej po obejrzeniu poniższego wywiadu:-)